• Megi

City Break- Edynburg i jego mroczne strony

Ostatnie czasy nauczyły mnie, że nie warto za dużo planować, w szczególności, jeśli chodzi o podróże. Dlatego też, kiedy nadarzyła się okazja wyjazdu, mimo niedawnej choroby, postanowiliśmy z tego skorzystać. Edynburg już od dłuższego czasu był na naszej liście miejsc do odwiedzenia i nareszcie się nam udało zobaczyć to magiczne miejsce.

Edynburg położony jest w Szkocji, u wybrzeży zatoki Forth (Firth of Forth) na Morzu Północnym. Od 600 lat pełni funkcję stolicy, a od XVI wieku jest również siedzibą szkockich królów.


Mieliśmy tylko dwa dni, żeby zobaczyć miasto i spotkać naszych znajomych, których poznaliśmy w Ameryce Południowej. Do Edynburga przylecieliśmy rano i prosto z lotniska autobusem pojechaliśmy do centrum.

Z przystanku udaliśmy się na Calton Hill. Jest to jedno z dwóch wzgórz, z których można podziwiać panoramę Edynburga oraz zatokę Forth. Ma tylko 103 m n.p.m. i można tam dojść asfaltową ścieżką. Jedną z jego nazw można przetłumaczyć jako miejsce zagajników. W przeszłości były na nim organizowane turnieje rycerskie oraz zawody sportowe. To miejsce jest bardzo popularne zarówno wśród lokalnej ludności jak i turystów i trzeba mu przyznać, że jest bardzo fotogeniczne.

Znajduje się tam wiele ciekawych budowli w tym National Monument – inaczej nazywany Hańbą Edynburga. To pomnik poświęcony żołnierzom i marynarzom poległym w czasie wojen napoleońskich. Budowla wzorowana jest na świątyniach greckich i w zamierzeniu miała być większa. Niestety nigdy nie została ukończona, ponieważ zabrakło funduszy. I właśnie z tego względu nazywana jest Hańba Edynburga.

Kolejnymi interesującymi obiektami są: Miejskie obserwatorium astronomiczne, założone w 1776 roku (obecnie pełni funkcję galerii sztuki) oraz monument przypominający latarnię morską, który upamiętnia śmierć admirała Nelsona

w bitwie pod Trafalgarem. Mierzy 32 metry, a na jego szczycie znajduje się taras widokowy.


Nie mogę także nie wspomnieć o tym najbardziej popularnym i chyba najczęściej fotografowanym zabytku, czyli pomniku Daugalda Stewarta – szkockiego filozofa. Będący obecnie symbolem Edynburga.



Widok ze wzgórza na miasto jest naprawdę zachwycający, przechodząc nieco dalej, można podziwiać również panoramę na Firth of Forth. Kiedy tam dotarliśmy nad zatoką roztaczała się piękna tęcza, całkiem dobry początek dnia.


Prosto ze wzgórza, mijając po drodze stary, klimatyczny cmentarz – Old Calton Burian Ground udaliśmy się w stronę Pałacu Holyrood. Jest on siedzibą monarchów brytyjskich wówczas, gdy odwiedzają Edynburg (raz do roku, przez tydzień, przebywa w nim Królowa Elżbieta II). Pełni tę funkcję nieprzerwanie od XVI wieku, a jego nazwa pochodzi od Holy Rood, czyli relikwii Świętego Krzyża, na którym zmarł Jezus. Ciekawostka dla fanów mojego ukochanego filmu Braveheart – w Pałacu przebywał Robert Bruce.

Wnętrza udostępnione dla zwiedzających, stanowią tylko małym wycinkiem całości. Ściany zdobią włoskie malowidła wiszące tam od XVI wieku. Podziwiać można wiele posągów, ozdobnych gobelinów, arrasów oraz starych mebli. Dostępne są również apartamenty rządowe (przebywają w nich goście podczas oficjalnych wizyt), oraz sypialnia Marii Stuart, królowej Szkotów. Pałac otoczony jest pięknie utrzymanym parkiem, w którym znajdują się ruiny opactwa Holyrood.

Jeśli macie więcej czasu i oczywiście chęci możecie również odwiedzić królewską Galerię Sztuki z czasowymi wystawami. Nad Pałacem góruje Tron Artura (wzniesienie 251 m n.p.m.), to właśnie z niego, sam król Artur obserwował klęskę swoich oddziałów w bitwie z Piktami. W tym miejscu zostały też odnalezione ślady bytności człowieka z przed 8500 r p.n.e.

My udaliśmy się na to piękne wzgórze, dopiero na drugi dzień, ale jak nie macie innych planów można to zrobić w tym samym dniu. Zajęło nam to około dwóch godzin.

Naprzeciwko Pałacu znajduje się dekonstruktywistyczny budynek Szkockiego Parlamentu, który jest udostępniony dla zwiedzających.


Po spacerze na około Holyrood, udaliśmy się w górę, wzdłuż Królewskiej Mili (The Royal Mile). Ulica stanowi centrum turystyczne miasta i to przy niej zlokalizowanych jest wiele atrakcji. My odwiedziliśmy miasto, w czasie kiedy turystów prawie tam nie było i dużo miejsc było zamkniętych. Sklepy oferujące produkty z wełny i tartanu świeciły pustkami, nie licząc sprzedawców. A czym jest tartan? To materiał wytwarzany z owczej wełny, posiadający kraciasty wzór, wykorzystywany przy produkcji kiltu, czyli męskiej spódnicy, tak popularnej wśród szkotów od XVI wieku. Aby stworzyć kilt na specjalne okazje, potrzebne jest aż 7,5 m tartanu. Niektóre klany mają swoje rodzinne wzory. Jednym z największych sklepów jest Tartan Wearing Mill and Experience, zlokalizowany w budynku przędzalni tej tkaniny, która działa do dziś.


Jeśli lubicie whisky, to chyba warto odwiedzić The Scotch Whisky Experience, gdzie możecie dowiedzieć się jak wygląda proces produkcji oraz dokonać degustacji różnych rodzajów tego alkoholu. Nie należy to do najtańszych doświadczeń (ceny zaczynają się od ok. 15/20 funtów). Równie dobrze możecie się udać do wielu barów, gdzie większość barmanów poleci wam dobry trunek i jeszcze wytłumaczy wam różnice pomiędzy nimi.


Kolejnym miejscem, chętnie odwiedzanym przez turystów jest Camera Obscura and World of Illusions. Znajduje się tam sala luster, pokój z pełnym spektrum świateł, wirujący tunel. Warto udać się na dach budynku i obejrzeć panoramę miasta przez camera obscura, czyli wiktoriański teleskop.


Niektóre kamienice, zlokalizowane w mieście zostały przekształcone w muzea. Pochodzą z XVII wieku, a ich wnętrza zdobią ówczesne meble oraz sprzęty.


Dla fanów Harrego Pottera, szczególnie polecam wizytę w trzech lokalizacjach. Są to: szkoła George’a Heriota z 1628 roku, stanowiąca pierwowzór Hogwartu; cmentarz Greyfriars gdzie można odnaleźć grób Thomasa Riddela, (jego nazwisko posłużyło jednemu z bohaterów sagi) oraz The Elephant House, to właśnie tam J.K.Rowling pisała opowieśc o młodym czarodzieju.


Najważniejszym punktem znajdującym się na końcu Królewskiej Mili jest Edinburgh Castle. Wznosi się on na szczycie skały zamkowej Castlehill, która tak na prawdę jest wygasłem wulkanem. Ślady osadnictwa pochodzą tu z późnej epoki brązu, stanowiąc tym samym najdłużej i nieprzerwanie zamieszkane miejsce na Wyspach Brytyjskich. Chętnie odwiedzana przez turystów budowla to największy zamek w Szkocji, pełniący od XII wieku siedzibę królów. Twierdza była oblegana aż 26 razy. W Pałacu Królewskim znajduje się Kamień Przeznaczenia (kamień koronacyjny) i stanowi symbol szkockiej monarchii. Jak mówi legenda, służył on biblijnemu Jakubowi jako poduszka, kiedy śnił o drabinie do nieba. Przed zamkiem znajduje się plac, który łączy go z Królewską Milą.

Trzeba napomnieć, że Stare Miasto w Edynburgu leży na kilku poziomach, ponieważ w przeszłości z braku miejsca nadbudowywano kamienice lub budowano je w dół po zboczu. Tym sposobem niektóre budynki sięgają 39 metrów. Niestety nie było to nazbyt bezpieczne i część z nich grzebała swoich mieszkańców. W przeszłości ludzie

z biedniejszych sfer żyli w piwnicach, utworzonych z chaotycznych zaułków (pod ziemią były nawet sklepy), a dostać się tam można było poprzez wydrążone w zboczach korytarze. W podziemiach miasta organizowanych jest wiele „wycieczek z duchami”, które opowiadają o dawnych i niechlubnych czasach miasta. Życie tam musiało być ciężkie, ciągła wilgoć, brak światła i wody. W XVII wieku, kiedy w mieście wybuchła epidemia dżumy, to właśnie najniższe, podziemne partie stanowiły jej wylęgarnię. Dlatego też zarządzono kwarantannę, a „najlogiczniejszym” posunięciem było zamurowanie podziemnych korytarzy wraz z zamieszkującymi podziemia ludźmi, tym sposobem zginęło kilkaset osób.

Kolejna ponura historia opowiada o Williamie Burkeu i Williamie Hare, którzy żyli w XIX. Wówczas medycyna

w Edynburgu dość szybko się rozwijała, a w szkołach medycznych brakowało modeli, czyli świeżych zwłok. Mężczyźni postanowili zając się tym dla zysku i stali się hienami cmentarnymi, które rabowały nowo pojawiające się groby. Niestety popyt był zbyt wysoki. W związku z tym na przełomie 1827/1828 popełnili 16 morderstw (zabijali bezdomnych, biednych oraz samotne kobiety). Burke został powieszony, a Hare uniewinniony.


Jedną z ulic, wartą zobaczenia jest Victoria Street. To urokliwa uliczka z kamienicami z XIX wieku, których fasady są pomalowane na różne kolory. Usytuowanych jest tam wiele ciekawych sklepów i kawiarni, a na samym dole umiejscowiony jest Grassmarket. W przeszłości handlowano tam bydłem i dokonywano licznych egzekucji liczne egzekucje. Do tej pory można wypić tu „ostatniego drinka” w The Last Drop, tak jak kiedyś skazańcy tuż przed straceniem.

W Edynburgu możemy znaleźć pomnik, który stanowi polski akcent – mianowicie Niedźwiedzia Wojtka. Tego samego, który należał do pułku generała Andersa i po wojnie stał się mieszkańcem Edynburskiego Zoo.


Dzień zakończyliśmy na bardzo dobrym posiłku. Obydwoje uwielbiamy jedzenie indyjskie i nasz wybór padł na TUK TUK, gdzie dania podawane są w postaci tapasów, ale indyjskich. Miejsce nie jest może ładne (wystrój oprócz plakatów z kina Bollywood nie ma nic wspólnego z Indiami), ale jak sala zaczęła się zapełniać ludźmi, zrobiło się całkiem przyjemnie. Jedzenie było smaczne, wzięliśmy sześć różnych dań, aby móc spróbować wszystkiego po trochu, wybraliśmy same wegetariańskie potrawy. Był tam też duży wybór tapasów mięsnych oraz rybnych. Miejsce warte odwiedzenia, ceny przystępne. Nie mają licencji na alkohol, ale można przynieść swój własny.


Kolejny dzień zaczęliśmy od zobaczenia Dean Village, uroczego zaułka Edynburga. Miejsce to było niegdyś osobną wioską, która na początku XIX wieku została częścią miasta. Przez ponad 800 lat stanowiła centrum młynarstwa,

a w średniowieczu na krótkim odcinku rzeki Leith działało aż 11 młynów. Dziś możemy podziwiać jedynie mały zachowany wycinek wsi z XVII- wiecznymi kamienicami oraz cmentarzem. Brzegiem rzeki poprowadzona jest ścieżka, którą możemy dojść do kolejnej dzielnicy – Stockbridge. Przyjemne trasa, jeśli chcemy odpocząć od zgiełku miasta.


W Edynburgu jest wiele różnego rodzaju muzeów, galerii oraz kościołów, więc jeśli jesteście fanami takich atrakcji, jest w czym wybierać. My osobiście lubimy się po prostu „szwendać po mieście”, odwiedzając kilka wartych ciekawych punktów. Z muzeów połasiłam się tylko na National Museum of Scotland, gdzie znajduje się wiele eksponatów

z dziejów Szkocji. Chciałam je odwiedzić z innego powodu, a mianowicie zobaczyć jego wiktoriańską architekturę, aczkolwiek z zewnątrz przypomina bardziej sowiecki relikt. W środku zaś, nie mogłam oderwać wzroku od pięknego, wręcz ażurowego sklepienia. Na ostatnim piętrze, znajduje się taras widokowy.



Po wyjściu z muzeum możecie przejść kawałek do bardzo ciekawego pomnika. Mianowicie to Greyfriars Bobby, który jest w Edynburgu bardzo popularny. Przedstawia on psa, skye teriera o imieniu Bobby. Po śmierci swojego „człowieka”, codziennie czuwał na jego grobie, a gdy odszedł pochowano go nieopodal.

Przed samym powrotem skusiłam się i skorzystałam z dostępnej promocji. Kupiłam piękny, ciemnobeżowy koc

w kratę z wełny owczej. Jest cieplutki i świetnie się sprawdza w zimne, jesienne wieczory.


Miasto ma do zaoferowania również Edynburski Królewski Ogród Botaniczny założony już w 1670 roku (posiada

w swoich zbiorach ponad 300 okazów) oraz edynburskie Zoo. Nas osobiście takie atrakcje nie interesują. Możecie także zobaczyć The Royal Yacht Britannia – okręt, który służył brytyjskiej rodzinie królewskiej.


Nam Edynburg bardzo się spodobał, jest to urokliwe miasto, z mroczną przeszłością, które warto zobaczyć. A Wy jakie miasta polecacie na krótki City Break?

  • Przy zwiedzaniu i tworzeniu posta, korzystałam z przewodnika Szkocja i Szetlandy Piotra Thiera wydawnictwa Helion



46 wyświetlenia0 komentarz